Poszukuję archiwalnych zdjęć Okęcia !

Katastrofa lotnicza na Okęciu 1980 rok

Kapitan Lipowczan zwiększa ciąg silników. Po 9 sekundach rozlega się potężny huk. Za samolotem pojawia się obłok dymu. Na podwarszawskie Włochy, nad którymi leci teraz "Kopernik", sypie się grad metalowych odłamków.

"Mikołaj Kopernik", samolot PLL LOT typu IŁ-62, numer rejsu LO-007, startuje z lotniska im J.F. Kennedy'ego w Nowym Jorku 13 marca o godzinie 21.16. W Europie od ponad dwóch godzin jest już kolejny, 14 dzień marca. "Kopernik" startuje z ponaddwugodzinnym opóźnieniem. Tyle czasu zajęło oczyszczenie maszyny po nagłej śnieżycy.

"Kopernika" pilotuje jedna z najlepszych, najbardziej doświadczonych załóg LOT-u. 46-letni kapitan Paweł Lipowczan przelatał niemal 9 tys. godzin, z tego niemal 3 tys. jako pierwszy pilot. Drugi pilot Ireneusz Łachocki, młodszy o cztery lata, przelatał ponad 9 tys. Po kilka tysięcy godzin spędzili w powietrzu mechanik pokładowy Jan Łubniewski i nawigator Konstanty Chorzewski. Rekordzistą pod tym względem jest jednak radiooperator Stefan Wąsiewicz - ma na koncie ponad 16 tys. godzin lotu.

Pięć stewardes obsługuje dziś na pokładzie "Kopernika" 77 pasażerów. Aż 91 miejsc jest pustych. Wśród pasażerów wyróżnia się grupa ciemnoskórych w większości amerykańskich sportowców. To amatorska reprezentacja bokserska USA. 14 bokserów, którym towarzyszy ośmiu trenerów, lekarzy, masażystów, czekają dwa mecze z reprezentacją Polski. "Kopernikiem" leci na urlop do Polski jeden z dyrektorow amerykańskich linii lotniczych TWA. Uwagę polskich pasażerów przyciąga popularna piosenkarka Anna Jantar. Na pokładzie, oprócz 52 obywateli polskich i niemal 30 amerykańskich, jest czwórka pasażerów z paszportami radzieckimi i trzech obywateli NRD.

Kolejne godziny lotu, nad Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Atlantykiem, Wielką Brytanią, Danią, Bałtykiem, mijają bez żadnych emocji. Zwykły, rutynowy lot. O 10.35 czasu warszawskiego "Kopernik" w okolicach Słupska przelatuje na wysokości 11 300 m nad polskim wybrzeżem. Jest mocno opóźniony - na warszawskim Okęciu powinien wylądować o 9.40. Służba ruchu lotniczego przekazuje kapitanowi Lipowczanowi polecenie kontynuowania lotu w kierunku Warszawy i stopniowego obniżania wysokości. Koło Płońska "Kopernik" przelatuje na wysokości 4500 m. O godzinie 10.58 piloci słyszą w słuchawkach kontrolerów lotu z wieży na lotnisku. Okęcie poleca im podejść do lądowania bezpośrednio z trasy na drogę startową na kierunku lądowania 115 stopni.

11 minut później kapitan Lipowczan słyszy w słuchawkach głos kontrolera: - Skręćcie w lewo na kurs 060 stopni na "jeden pięć", podprowadzę.

Wieża kieruje "Kopernika" na dłuższy pas startowy, bo na krótszym lądować ma samolot linii krajowej.

- 007, w prawo na 160, zgłoście, jak zobaczycie pas schodzenia, za chwilę - nadaje wieża.

- Na 160 - słychać odpowiedź pilota.

Niebo nad Warszawą jest bezchmurne, wieje dość silny, miejscami porywisty wiatr.

11 sekund po godz. 11.13 kontroler lotu poleca: - 007, końcowe schodzenie po trzystopniowej ścieżce.

4 sekundy później pilot potwierdza lakonicznie: - 007.

Wieża, 3 sekundy później: - W lewo, 5, 155.

- 155 - potwierdza kapitan.

O 11.13,46 wieża: - 007, w lewo 5 stopni.

"Kopernik" nie odpowiada.

Po 6 sekundach kontroler wywołuje jeszcze raz: - 007!

O 11.13.54 "Kopernik" odzywa się: - Tak jest, zrozumiałem, chwileczkę, mamy trudności z sygnalizacją podwozia, przechodzimy na drugi krąg.

W tym momencie samolot leci na wysokości 250 m.

W wieży kontrolnej nikt się nie niepokoi. W Iłach-62 czasami zdarzają się awarie lampki kontrolnej pokazującej fakt prawidłowego wysunięcia i zablokowania podwozia. Winowajcą bywa banalny bezpiecznik. Piloci mają wtedy do wyboru dwa manewry. Albo przelatują nisko nad wieżą lotniska, a któryś z kontrolerów przez lornetkę sprawdza, czy podwozie jest prawidłowo wysunięte, albo podwyższają pułap i czekają, aż mechanik pokładowy sprawdzi nieszczęsny obwód sygnalizacyjny. Kapitan Lipowczan wybiera drugi manewr.

- Zrozumiałem, kurs pasa i 650 - potwierdza Okęcie o 11.14.00.

Liczba 650 oznacza wysokość, na jaką ma teraz wznieść się samolot.

Kapitan Lipowczan zwiększa ciąg silników. Po 9 sekundach rozlega się potężny huk. Za samolotem pojawia się obłok dymu. Na podwarszawskie Włochy, nad którymi leci teraz "Kopernik", sypie się grad metalowych odłamków.

 

Piloci nie mają pojęcia, co się stało. W jednej sekundzie "Kopernik" zamienia się we wrak szybujący z prędkością 350 km/godz. Nie działa ster wysokości, nie działa ster kierunku, milczą trzy z czterech silników. Nie działa część pokładowej instalacji elektrycznej.

Po zwiększeniu ciągu w lewym silniku nr 2, tym od strony kadłuba, pękł wał łączący turbinę ze sprężarką niskiego ciśnienia. W miejscu pęknięcia nałożyły się ukryta wada materiałowa i niedostateczna gładkość powierzchni wału powstała podczas remontu silnika u radzieckiego producenta.

Po zniszczeniu wału nieobciążona turbina w ułamku sekundy rozpędziła się do prędkości obrotowej, przy której musiała ulec zniszczeniu. Wyrzucone ogromną siłą odśrodkową elementy tarczy turbiny rozleciały się niczym artyleryjskie szrapnele. Część z nich zniszczyła sąsiedni silnik nr 1, inne przeleciały przez kadłub, zniszczyły popychacze steru wysokości i steru kierunku oraz unieruchomiły silnik nr 3 przylegający do kadłuba z prawej strony.

Janina Podwysocka mieszkająca przy ul. Jakobinów 25 stoi na podwórku i próbuje odmrozić gumowy szlauch. Nagle widzi, jak po betonie podwórka przesuwa się ogromny cień samolotu. Podnosi głowę i natychmiast kuca. Rękami zasłania oczy. Przez głowę przelatuje jej: "Boże, odpuść grzechy". Wydaje jej się, że ogromny, lecący tuż nad ziemią samolot wali prosto w jej obejście.

Mijają kolejne sekundy praktycznie bezwładnego szybowania "Kopernika". Samolot przelatuje jeden kilometr, drugi. Do skraju pasa startowego brakuje zaledwie 950 m, gdy coś powoduje załamanie trajektorii lotu.

W ostatniej chwili kapitan Lipowczan dostrzega przed dziobem maszyny białe ściany sporych, kilkupiętrowych zabudowań. To schronisko dla nieletnich przy ul. Rozwojowej. Kapitan jakimś cudem w ostatniej chwili minimalnie zmienia kurs w prawo.

"Kopernik" nagle spada, dziobem w dół, mniej więcej 200 metrów za posesją Janiny Podwysockiej, na XIX-

-wieczny fort wojskowy, nieopodal ulic Żegoty, Rozwojowej i placu giełdy samochodowej, zaledwie kilkadziesiąt metrów od schroniska. Uderza w ziemię w 26. sekundzie od eksplozji silnika.

Kadłub wpada do fosy. Oderwany ogon przelatuje nad fosą i spada przed wejściami do fortu. Obok niego uderza w ziemię rozbita część podwozia. Na pobliskich drzewach wisi kilka wielkich pomarańczowo-niebieskich płacht. To tratwy ratunkowe, obowiązkowe wyposażenie samolotów latających nad Atlantykiem. Na krzakach - obicia foteli, zasłony.

Pierwsi z okolicznych mieszkańców dobiegają do fortu parę minut po katastrofie. Mężczyźni, kobiety, dzieci forsują fosę. Między szczątkami samolotu widać zniekształcone zwłoki.

Błyskawicznie zjeżdżają karetki pogotowia. Lekarze w ślad za mieszkańcami wdrapują się po śliskiej darni fortu. Od razu pojmują, że nikomu nie mogą pomóc. Milicjanci zaczynają wypychać gapiów za teren fortu, nad miejscem katastrofy pojawia się milicyjny helikopter.

Na tarasie widokowym Okęcia stoi Jan Żakowski. Razem z wujkiem czeka na szwagra, Jana Żadziłko, piekarza z Suchowoli lecącego "Kopernikiem". Razem z nimi czekają żona i córka pana Żadziłko. Jan Żakowski spogląda na lecący w oddali samolot. Nagle maszyna znika mu z pola widzenia. Dostrzega w oddali lecące w górę jakieś odłamki. Na tarasie jedni z oczekujących uważają, że samolot spadł, inni mówią, że nic się nie stało. Schodzą do sali przylotów.

Po półgodzinie przez megafony prosi się oczekujących na samolot z Nowego Jorku do sąsiedniego budynku. Tam dowiadują się, że samolot rozbił się. Lekarze z personelu lotniska udzielają pomocy zszokowanym krewnym ofiar.

Żołnierze zbierają do brezentowych worków wszystkie szczątki samolotu. Płetwonurkowie zanurzają się pomiędzy ułamkami kry w lodowatą wodę fosy. W zamulonej wodzie niewiele mogą znaleźć. Kierujący akcją postanawiają wypompować wodę z fosy. Po południu władze ogłaszają dwa dni żałoby narodowej.

Źródło: Duży Format